Czerwona klasyka formy

środa, lutego 12, 2014

Marketing to taka specyficzna dziedzina. Z jednej strony mnie fascynuje, lubię o nim czytać, rozumieć pewne mechanizmy, poznawać zasady. Z drugiej strony czasem przeraża mnie to jak wkrada się w każdą sferę życia. Lokowanie produktu w serialach, zwłaszcza w polskim wykonaniu bardzo mało subtelne. Zamienianie zniczy na ozdoby świąteczne już 2 listopada i wmawianie ludziom, że wyszarpane w chamski sposób szmatki z wyprzedaży w Zarze zrobią z dziewczyny damę. W ten cały marketingowy ciąg świąt i okazji wpisują się oczywiście Walentynki. Wpadłam dziś do hipermarketu, bo zachciało mi się tarty ze szpinakiem. Na dzień dobry przywitało mnie coś czerwono -różowego, jakieś futerko, pióra i troszkę brokatu. To radosne walentynkowe stoisko. Przemknęłam szybko zawieszając wzrok na ścianie telewizorów. Reklama DVD Avergersów zdecydowanie lepiej na mnie podziałała. Na stoisku z pieczywem pomyślałam - ufff już bezpiecznie. Mój błąd numer jeden. Ciastka, ciasteczka, psychodelicznie różowe torciki i pastelowe bezy w otoczeniu kolejnego miliona serduszek. Ciekawa jestem czy w piątek będą jeszcze świeże. Nie zrozumcie mnie źle, sam pomysł nie jest zły. Chociaż zdecydowanie wolę drobne, romantyczne gesty częściej niż raz do roku i bardziej pomysłowe niż pluszowe serduszko z napisem "I love you". Ale pewnie tak marudzę bo już stara jestem i w ogóle mężatka i jeszcze parę innych plag. A tak na serio to po prostu razi mnie kicz i nic na to nie poradzę. Dlatego te kolczyki mimo, że czerwone to wcale nie są walentynkowe. To klasyczna czerwień w klasycznej sutaszowej formie. Zalecam nosić zwłaszcza po 14 lutego. 








Przeczytaj też

1 komentarze

  1. Śliczne :) Udało się mi ostatnio wykonać mini sztyfty, niby nic wielkiego i jest masa niedoróbek ale i tak byłam dumna jak paw ;) W piątek robię następne w ramach corocznego olewania walentynek ;)
    Szkoda tylko, że wszystkie koraliki jakie mam w domu to większe bądź mneijsze kulki- ciężko się obszywa ;)

    OdpowiedzUsuń

Blog Archive