Sutasz sutaszowi nie równy, czyli parę słów o tzw. gniotkach

wtorek, lutego 04, 2014

To co dziś przeczytacie chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Mam na myśli jakość wyrobów sutaszowych jakie możecie znaleźć w sieci. Często w opisie takiego produktu można przeczytać, że jest wykonany “pracochłonną techniką haftu sutasz” i to będzie kluczowe stwierdzenie na dziś. Pamiętam jak zachwycona byłam kiedy zobaczyłam sutaszową biżuterię, a potem mina mi troszkę zrzedła, gdy zobaczyłam ile ona kosztuje. Ale nie dawało mi to spokoju i postanowiłam poznać tajniki tej dziedziny rękodzieła. Przyznam, że duże było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się z na czym polega. W dzieciństwie razem z mamą trenowałam między innymi haft krzyżykowy, miałam podobne skojarzenia i w tej materii. Okazało się wtedy, że zszywanie kolorowych sznurków w towarzystwie kryształków i koralików nie jest prostą sprawą. Nie od razu miałam nauczyciela i pierwsze prace robiłam lekko na czuja. Pamięta, że wtedy czyli w 2011 roku byłam z bardzo dumna ze swoich prac. Teraz kiedy patrzę na te moje próby, to wiem, że nie ma z czego. Wierzcie mi. Zresztą zaraz je Wam pokażę. Nie wstydzę się ich, bo prawda jest taka, że każdy kiedyś zaczyna i nie ma wprawy. Moje pierwsze pary kolczyków określiłabym jako “sutasz gnieciony”, bo sznurki wyglądają jak psu z gardła wyciągnięte. Mogłabym je rozmontować i zapomnieć, że powstały, ale to pamiątka i przestroga. Zaraz Wam powiem przed czym. A teraz spójrzcie na moje “dzieła”, prawda że szałowe?








Widzicie różnicę? Chciałybyście nosić takie sutaszowe buble?

A teraz do rzeczy. Czasem myślę, że jestem masochistką, ale co ja poradzę. Raz na jakiś czas wchodzę na allegro, wrzucam hasło “sutasz” i przeglądam wyniki. Często i tam można znaleźć ciekawe i dobrze wykonane prace. Ale niestety cała masa sutaszu z “nurtu gniecionego” się tam przewija. Czasem też trafiam na takie cudaki na blogach albo portalach rękodzielniczych. Specjalnie nie piszę o galeriach, bo tam raczej dbają o jakość wyrobów. Często w parze, ze złą jakością wyrobu idzie też jego bardzo niska cena. I to powinno Was zaalarmować.  Sutasz jest drogi dlatego, że nie jest prostą techniką, wymaga wprawy i cierpliwości. Poza tym kamienie, kryształki i inne elementy dobrej jakości kosztują niemało. Dobrze wykonanej jakościowo biżuterii sutaszowej nie kupicie za 15 zł. Nie ma szans. 
Sama uszyłam kilka paskudnych krzywulców, zanim trafiłam na warsztaty i zrozumiałam co robię źle. Potem zostały tylko ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia. Wiecie jak ktoś się uczy, by zostać fryzjerem to z jakiegoś powodu nie od razu strzyże ludzi. Najpierw musi opanować teorię, podstawy i zasady zawodu. Z sutaszem jest tak samo. Nawet jak będziemy musieli zrobić całą szufladę paskudnych gniotków to ich nie sprzedajemy, bo to wstyd. Pomyślcie tak, sprzedając niedoróbki robicie złą opinie sutaszowej biżuterii. Potem jak się wyćwiczycie to będziecie słyszeć, że nikt nie za płaci za taki szajs co się rozpada, bez względu na to jak wystrzałowe kolczyki by Wam nie wyszły. Kiedyś sama dałam takie gniotki mojej przyjaciółce (wtedy byłam z nich dumna i wydawały mi się najładniesze jakie do tej pory zrobiłam), w tym roku kiedy się widziałyśmy dostała ode mnie nowe, wypieszczone i wypracowane, bo za tamte było mi wstyd. Tylko, że to moja przyjaciółka, rozumie i wspiera moją pasję. Pośmiałyśmy się z tych stary, opowiedziała, że nosi je jej ulubiona maskotka i sprawa załatwiona. A tacy klienci, którzy kupili “gniotki”? Wiem, że kupili, zapłacili dobrowolnie, ale wierzcie mi albo sami, albo ktoś kiedyś ich uświadomi i kto wtedy będzie tym złym? Pamiętajcie, że tworząc coś jesteście za to odpowiedzialni. Ćwiczcie i szlifujcie swoją technikę, wprowadzajcie nowe rozwiązania, ale póki nie opanujecie techniki nie bierzcie się za sprzedaż. Sprzedając taką paskudną, złej jakości biżuterię robicie krzywdę nie tylko sobie, ale ten innym którzy wkładają serce i lata wypracowanej techniki tworząc małe sutaszowe dzieła sztuki. 

Przeczytaj też

41 komentarze

  1. Ja zachwycona efektywnością tych wyrobów (ale nie zachwycona ceną) próbuję się uczyć sutaszu z kursów na TouTube. Póki co wstyd pokazywać i wstyd nosić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno dojdziesz do wprawy. Trzymam kciuki. Zobaczysz potem jaka będziesz z siebie dumna.

      Usuń
  2. :-) Moja koleżanka sutaszystka nazywa te gniotki "pasztetami":-) Ze zgrozą stwierdzam, że niejednokrotnie pasztetom towarzyszy wcale niemała cena. Trzeba mieć tupet. Ale cóż - mamy wolny rynek. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Moje wyrobu nie sa tanie, ale przecież nie ma obowązku kupowania u Kasi H.:-) Ja zawsze mówię, że sutasz jest biżuterią ekskluzywną, której nie trzeba mieć. W ogóle biżuterii nie trzeba mieć. Można. A jeśli ktoś chce mieć super bransoletkę, którą ktoś dziergał 20 godz. to musi za to zapłącić. To jest praca artystyczna i nie widzę powodu, dlaczego artysta robiący ekskluzywną rzecz, ma zarabiać za godzine mniej niż pani, która przyjdzie Ci w domu posprzątać. Miłego dnia:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety niektórzy tego nie rozumieją. Ludzie chyba też mają złe skojarzenia ze słowem "rękodzieło". Mam wrażenie, że czasem jest stawiane na równi z chałupnictwem i robieniem marnej jakości pierdół. Luksus też jest inaczej rozumiany. Ale fakt nie można mieć wszystkiego, zwłaszcza za 15 zł. Skro można sobie odłożyć pieniążki na drogą, markową torebkę to można i na artystyczną biżuterię.

      Usuń
    2. Tak w ogóle uważam, że te Twoje pierwsze kolczyki, mimo braku wprawy, są bardzo ciekawe i jak dla mnie mogłabyś powtórzyć te czerwono-pomarańczowe, bo i wzór i kolorystyka bardzo fajne:-)

      Usuń
    3. Hmmmm mówisz ;) Zobaczymy, może się pokuszę o ich interpretację.

      Usuń
  3. "kto się nie ceni ten nie jest doceniony " pod warunkiem że nie sprzedaję się takich gniotków ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo krytycznie podeszłaś do swoich prac i wielkie brawa Ci za to! Widziałam na różnych blogach, aukcjach itp niestaranne prace wystawiane na sprzedaż i nie chciałabym tego nosić. Sutasz ma to do siebie, że bardzo się wyróżnia, wpada w oko i jest widoczny (i o to chodzi) i dlatego musi być bardzo starannie wykonany. Bransoletka rozumiem, że dla porównania, bo jest bardzo piękna (na sprzedaż??)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak bransoletka jest dla porównania. Spędziłam nad nią 20 godzin, ale do tej pory jest jedną z moich ulubionych prac. To chyba ten kolor. Mogę dla Ciebie taką zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo dobry artykuł :) już udostępniłam dalej ;) niech wszyscy wiedzą na czym polega różnica :) brawo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mam nadzieję, że się przyda :)

      Usuń
  7. Pani Joanno i reszta koleżanek, cieszę się ogromnie i kamień mi z serducha spadł,że istnieją jeszcze tacy szczerzy ludzie jak Wy, którzy potrafią przyznać się do swoich "pasztetów" ,"gniotów" i "niewypałów", które same zrobiłyśmy. Nikt na początku nie jest perfekcyjny. Potrzeba wiele godzin pracy, wytrwałości i cierpliwości, aby produkt nadawał się do opublikowania :) Zgadzam się z każdym zdaniem w w.w. poście. Gratuluję samo-krytyki i humory a także pięknej biżuterii (niebieskiej bransolety). To się nazywa profesjonalizm. Powiem Wam ,że wczoraj miałam takową przygodę z gniotami :) mianowicie...na spacerze z dziećmi, natknęłam się na sklep (jeśli to można nazwać sklepem)... z sutaszami , sztuczną biżuterią i innymi "artystycznymi wyrobami"-że też tak nazwanymi przez autorkę, przedmiotami... zdziwiona, bo u "Nas" - nie widziałam reklam, nie słyszałam o tym miejscu...w tak małym mieście. Interesuję się, gdyż sama już tak długo się przygotowuje i nie śpię po nocach , żeby otworzyć działalność z moim rękodziełem... (pół roku trwają moje przygotowania, reklama i poświęcenie i końca nie widać :) chcę by wypadło jak najlepiej...
    Z ciekawości weszłam do środka, i co? Oczy mi same z orbit wychodzą, mam uczucie, że podłoga się pode mną osuwa. Zaciskam zęby by śmiechem nie wybuchnąć. Są gusta i guściki, ale szczerze powiem,że moja 4-letnia córka potrafi ładniejsze rzeczy zrobić. Tragedia. Ceny kosmiczne a większość wyrobów (rękodzieła) to albo gotowce, albo ufo!
    Dziękuję Ci za złotą myśl jaką jest "Sutasz sutaszowi nie równy, czyli parę słów o tzw. gniotkach " i jej publikacje. Gratuluję i Pozdrawiam. Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Co do takich sklepików to fakt, że zdarza się trafić na takie dziwne sutasze, ale czasem ludzie którzy biorą je w komis nie mają pojęcia o tym jak powinien naprawdę wyglądać i jak się ich uświadomi to są zdziwieni. Szkoda tylko, że są osoby, którym brak samokrytyki i takie rzeczy wystawiają na sprzedaż.

      Usuń
  8. Oj, zdarza się i "uznanym" artystkom, określanym jako superspecjalistki w danej technice, zrobić pasztet:) A najśmieszniejsze, a może najsmutniejsze... jest to, że potrafią przekuć to g...w sukces i ludzie to kupują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy lepiej spruć i zapomnieć.

      Usuń
    2. No lepiej, ale nie każdego stać na samokrytykę:). Ja akurat nie o sutaszu, bo to nie moja technika, choć czy równo zszyte potrafię zauważyć:). W moim przypadku jeśli się zdarzy, daje dziecku do zabawy:)

      Usuń
  9. Ludzie przyzwyczaili się do kupowania targowej biżuterii za grosze i tego samego oczekują od nas, że będziemy im sprzedawać w takiej samej cenie. Ludzie nie rozumieją, żeto jest pracochłonna technika, wymagająca wiele cierpliwości i pracy.
    u kilku znanych sutaszystek też widziałam gniotki :) hihi

    OdpowiedzUsuń
  10. Łezka zakręciła mi się w oku - przypomniały mi się moje pierwsze kolczyki. To prawda że długie godziny muszą minąć i km nitki i sznurków aż dojdzie się do satysfakcjonujących efektów. Ja osobiście już widzę poprawę w swoich pracach ale też wiele prac wyrzuciłam bo widziałam "skazy". Niektórzy mówią że jestem przewrażliwiona ale trzeba wysoko stawiać poprzeczkę by cały czas technika się ulepszała. Dzięki za bardzo dobry artykuł:) Czekam na kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy zaczynałam szyć i pokazałam mojej siostrze moje nowe hobby usłyszałam - nie rozumiem tych cen w galeriach, bo na Allegro.... Zapytałam, czy nie widzi różnicy. I co najsmutniejsze - nie widziała dużej. Taki przykład.
    Ale z bardziej optymistycznej strony - moja przyjaciółka, rozkochana w modzie, oryginalna i kolorowa - "Moda, piękno muszą kosztować. Tak jest na całym świecie. Rękodzieło to artyzma i niepowtarzalność."

    Ja swoje pierwsze prace rozmontowałam i poddałam recyklingowi. A i tak jestem w połowie drogi do umiejętności jakie chciałabym opanować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cały czas uczę i staram doskonalić.Zasada jest prosta, jak widzimy, że coś nam nie wychodzi to czasem warto odłożyć i wrócić do tego na następny dzień. Są takie dni, że nawet najlepszym się knoci to i owo.

      Usuń
  12. Hej, na jednym ze zdjęć napisałaś "zła strona sznurka", mogłabyś mi wytłumaczyć czym sie różnią i jak je rozpoznać? Może to głupie pytanie ale dopiero sie uczę i zanim zacznę w ogóle jakieś próby to chociaż w teorii chciałabym wiedzieć.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie. Jeżeli klikniesz na to zdjęcie to się powiększy i będziesz mogła dojrzeć. Sznurki sutaszowe mają można powiedzieć lewą i prawą stronę. Prawa, czyli ta która jest na wierzchu jest gładsza, bardziej błyszcząca, a lewa strona ma bardzo widoczne prążki, które tworzą się w wyniku tkania sznurka. Lepiej prezentuje się ta gładka strona.

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo:) przyjże sie :)

      Usuń
    3. Gdy już raz to odkryjesz szycie staje się jeszcze trudniejsze ;)

      Usuń
  13. Chciałam nauczyć się techniki sutaszu ponieważ jestem z tych które lubią dziergać ale jak zaczęłam to okazało się to bardzo trudne i odłożyłam podziwiam umiejętności precyzję talent może jeszcze do tego wrócę

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wcale Ci się nie dziwię, że się zirytowałaś. Swoja drogą niezła cena za takie potworki. Niestety jak ktoś się nie zna, to kupi. Dlatego postanowiłam napisać serię Sutaszowe ABC, żeby nie tylko twórcy ale i klienci mogli się dowiedzieć więcej o tej technice.

      Usuń
    2. Nie trzeba się znac na sutaszu, w ogóle na rękodziele, zeby stwierdzić, że to jest po prostu okropne. Pierwsze prace sutaszowe, które wiedziałam w ogóle nie zachecały do szycia, ani do kupowania. Dopiero jak natknęłam sie na prace Sylwi Żak i Ani Lipowskiej, zrozumiałam, jaki drzemie w tym potencjał:-)

      Usuń
    3. Skrzywiłam się trochę, bo prace podobne do moich (uczę się) a jednak wystawione na sprzedaż. Ale spadłam z krzesła jak zobaczyłam cenę... Śmiać się? Płakać?
      To coś na wzór ludzi, którzy przychodzą do mnie w sprawie pracy, ledwo skończyli szkołę (na samych dopach), doświadczenie tyle co na praktyce a potrafią prosto w twarz powiedzieć, że szukają stałej pracy, za "minimum trzy koła na rączkę, bo za mniej to się nie opłaca, co nie?". Samokrytyka górą!

      Usuń
  15. Potwierdzam to, co ktoś napisał na górze: "AMEN!!!" Święte słowa autorki.
    Sama ćwiczę zajadle jak tylko mam chwilę. Fakt, wyniki prac upubliczniam, bo na dany moment z nich dumna jestem. Podkreślam - na dany moment. Ale mimo próśb z prawa i lewa od koleżanek i rodziny, by im odsprzedać to i owo, twardo mówię NIE!. To wszystko są egzemplarze ćwiczebne, tylko dla mnie, dla nikogo innego. I długo sprzedawać nie będę bo czasu mało na ćwiczenia.
    Jak na razie wszystko robię 'na czuja'. Czy możecie polecić jakieś ciekawe kursy w necie? (np. bardzo zainteresował mnie jeden opis tu do zdjęcia 'zła strona sznurka'... Pokażcie mi jaka jest dobra a jaka zła strona sznurka.
    Pozdrowienia dla artystów! Ceńcie się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie że ćwiczysz i mas świadomość swoich prac. Z czasem dojdziesz do wprawy i wszystko będzie elegancko szło. Co do strony sznurka, to w serii Sutaszowe ABC pojawi się też wpis o sznurkach i pokaże ich rodzaje i sprawę złej strony sznurka też.

      Usuń
    2. czekam z niecierpliwością!

      Usuń
  16. Witam. Przyznam się że podglądam Pani prace bo sama dopiero się uczę .... na swojej stonce pokazuję co mi tam czasem wyjdzie ale na tym etapie nauki nie mam śmiałości, odwagi i honor mi zabrania tego sprzedawać to tak apropo tego linku do kolczyków za 175 zł ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam. Doskonały wpis. Sama bardzo lubię sutasz, chociaż nie mam najmniejszego zamiaru sama tej techniki próbować, bo nie mam cierpliwości, wolę coś, co daje efekty w krótszym czasie ;) Gniotki gniotkami, możem bezguściem, ale te turkusowe mi się bardzo podobają i przygarnęłabym bez protestów. Fioletowe też IMO nie są takie złe. Fakt, że może być schludniej, ale mają swój urok. Pozdrawiam i życzę sukcesów komercyjo-artystycznych!

    OdpowiedzUsuń
  18. ja dopiero sie uczę, ale wstawiam na swoje stronki te moje gniotki, ale to tez tak jak pisze Marta jestem z nich dumna, ale mam nadzieję że będzie coraz lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie żaden grzech. Jak przejrzysz mojego bloga od początku też zobaczysz gorsze prace i zdjęcia. Kwestia jest tego jaką masz świadomość swojego zaawansowania. To naprawdę ważne żeby cały czas się rozwijać, doskonalić itd.

      Usuń

Blog Archive