Koralikowe miny, czyli stawiajmy na jakość!

środa, kwietnia 16, 2014

Lubimy dobrą jakość. Wściekamy się, jak tania koszulka po praniu wygląda jak ścierka do podłogi. Jak buty rozklejają się po tygodniu noszenia. Chcemy wydawać nasze ciężko zarobione pieniądze na coś co będzie nam służyć długo. Podobnie jest z jedzeniem. Coraz więcej z nas jest świadomymi konsumentami. Czytamy składy na opakowaniach, sprawdzamy czy czosnek jest polski czy chiński. To teraz jak do tego ma się nasz sutasz?
Tym razem nie chodzi mi o znajomość techniki i umiejętności, ale o materiały jakie wykorzystujemy. Przeglądając grupy rękodzielnicze nie mogę nie zauważyć, że niestety bardzo często materiały z jakich wykonuje się biżuterię nie są najlepsze. Już kiedyś pisałam w jednym z postów Sutaszowego ABC, że jest to bardzo ważne.
1. Plastikowe koraliki i kaboszony.
Byle jakie plastikowe koraliki i obite podrapane perełki mogą nam posłużyć na początku przygody z sutaszem, do ćwiczeń!!! Ale kiedy chcecie tworzyć biżuterię, którą będziecie sprzedawać, albo zrobić komuś cudowny prezent, to nie możecie jej wykonać z byle jakich materiałów. Szczerze to krew mnie zalewa, kiedy widzę plastikowe, które są niewykończone i mają fragmenty nadlewki, a biżuteria z nich wykonana jest wystawiona na sprzedaż. Często powłoka takich koralików szybko się ściera w czasie użytkowania, lub w reakcji z ludzką skórą. Wyglądają wtedy po prostu brzydko i tracą swój urok, a my możemy stracić klienta. Drugi raz takiego bubla nikt nie kupi. Podobnie jest z koralikami i kaboszonami na których namalowane są różne wzory i wzorki. Z jakością jest naprawdę różnie. Powiem, że niektóre są naprawdę ciekawe i kuszące. Jeżeli chcecie z nich skorzystać to najpierw przetestujcie, zobaczcie jak się zachowują w noszeniu, kontakcie ze skórą, otarciami czy nawet impregnatem do tkanin. Może się okazać, że są porządnie zrobione i można z nich korzystać. Niestety rzadko się to zdarza. Ja kiedyś zrobiłam całą kolekcję kolorystyczną z a'la drewnianymi kaboszonami. Ale kiedy je ponosiłam, okazało się, że nadruk się ściera i urok prysł. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, że nawet niewykorzystane elementy też się ścierają (dobrze, że nie były bardzo drogie).



2. Perły i perełki.
Perły są szlachetne i piękne, ale te prawdziwe. Świetne są też syntetyczne perły npfirmy Swarovski, które są naprawdę świetnej jakości. Nie ścierają się, nie odpryskują i bardzo dobrze się noszą. Sama z nich korzystam, często też noszę biżuterię, którą wykonałam z ich użyciem i naprawdę sprawują się doskonale. Takie byle jakie, kupowane za przysłowiowe 5 zł za kg zniszczą się przy pierwszym kontakcie ze spoconą skórą czy perfumami. 


3. Kryształki.
Kryształki to też temat rzeka. Ostatnio w jednym ze sklepów z koralikami widziałam takie świecidełka po 40 groszy za sztukę. Co z tego, że ładnie się błyskają z daleka, skoro z bliska widać, że są niedopracowane, odpryskuje im tylna powłoka, mają pełno niedoróbek. Takich dziwnych, pseudo kryształkowych tworów jest masa, zwłaszcza na allegro. Próbowałam sprawdzić kilka rodzajów takich kryształków i uczucia mam mieszane. Parę było w porządku, ale w większości widać z daleka, że to plastik - fantastic. No przecież kryształki nie mają w sobie bąbelków powietrza. Pamiętajcie, że macie do dyspozycji cudowne kryształki Swarovskiego czy Preciosa. 




4. Kaboszony i kamee.
Często zdarza się, że w sutaszu wykorzystujemy kamee i kaboszony z podklejonymi grafikami. Warto pamiętać, żeby one też były dobrej jakości. Kamee powinny byś wykonanie starannie i być naprawdę stylowe. Niektóre są tak paskudnie postarzane, że aż mnie ciarki przechodzą. Nie mam takiej paskudki w domu, więc Wam jej nie pokażę. Ta, którą widzicie na zdjęciu poniżej nie jest klasyczna, ma intensywny kolor i nie jest najgorzej wykonana, ale mogłaby być lepsza. Ale była zakupem przypadkowym i leży mi w szufladzie już 3 lata i nie mogę dla niej znaleźć dobrego projektu. Co do kaboszonów z podklejanymi grafikami to po pierwsze pamiętajcie, żeby były dobrej jakości. A drugie i też bardzo ważne, sprawdźcie na jakiej licencji dane zdjęcie figuruje w sieci. Wierzcie mi, nie chcecie mieć problemów, za kradzież nie swojego zdjęcia.


5. Matowe koraliki i kaboszony.
Specjalnie wyodrębniłam te matowe elementy, bo niestety ogromnie się na nich zawiodłam. Dlatego postanowiłam i Was przestrzec. Natrafiłam na nie kiedyś w sieci i kupiłam parę takich elementów. Kusiła ta matowa faktura i naprawdę ładne kolory. Okazało się jednak, że w większości użytkowanie je niszczy i przestają już być atrakcyjne. Zaczynają łapać wszelkie brudy i niestety bledną. Pokaże Wam na przykładzie swojego naszyjnika, który miał centralnie osadzony piękny, fuksjowy element, który już dawno stracił swój niesamowity kolor. A wierzcie mi nie leżał na słońcu, ani nic takiego. Po prostu zbladł. Ja jeszcze na niego znajdę metodę i może naszyjnik da się uratować, ale sądzę, że klient, który by trafił na taką sytuację, mógłby być mniej wyrozumiały.




To moje parę typów odnośnie tego na jakie materiały uważać. Tyle się toczy ostatnio dyskusji o cenach, a te osoby, które chcą z rękodzieła zrobić swój sposób na życie i utrzymanie się muszą pamiętać, że nie tylko technika, ale i jakość wykorzystywanych materiałów świadczy o naszej pracy. Na pewno do tego tematu jeszcze wrócę, bo to nie wszystkie koralikowe miny, na które można się wpakować.

Przeczytaj też

2 komentarze

  1. Super temat i faktycznie takie materiały są dobre na początek, czyli etap nauki, ale jeśli chce się z tego żyć trzeba dbać o jakość Pozdrawiam serdecznie Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz niezaprzeczalną rację, że materiały, na jakich pracujemy powinny być dobra, jak nie bardzo dobre, jeżeli chcemy swoje działa sprezentować czy sprzedać. Problem moim zdaniem leży w tym, że w sprzedaży półfabrykatów więcej jest jednak takich min, niż porządnych. Niestety. I to nie wina nawet samych sprzedających, a producentów, którzy te koszmarki wprowadzają na rynek: kupujemy ogniwka tak zawinięte, że coś z mniejszą średnicą na to nie wejdzie, koraliki z dziurkami zalanymi, końcówki do bransoletek z metalu z nalotem ( powstałym już w cyklu produkcji ) , którego nie sposób usunąć itd. Pół biedy, jeżeli kupujemy w sklepie stacjonarnym i możemy wszystko pomacać i obejrzeć, gorzej, jak zakupy robimy w sklepie internetowym czy allegro, gdzie na zdjęciach wszystko piękne, a to co przychodzi po zakupie lepiej czasami pominąć chwilą milczenia. A i jeszcze jeden problem: za jakość się płaci, szkoda tylko, że nie ma to potem przełożenia na sprzedaż rękodzieła. Czasami zaglądam na alle - coś co powinno kosztować minimum 30 zł, panie radośnie wystawiają za 15 - 17 zł. Na dobre jakościowo materiały też trzeba zarobić.

    OdpowiedzUsuń

Blog Archive