Sznurki sutaszowe - rodzaje cz. 1

niedziela, kwietnia 27, 2014

Tworząc kolejne części Sutaszowego ABC wpadłam na pomysł, żeby rozpracować sznurki. Pamiętam, że kiedy zaczynałam swoją przygodę z sutaszem nie zdawałam sobie sprawy, że sznurek sznurkowi nie jest równy. A ich kupowanie przez allegro nie ułatwia sprawy. Przekonałam się o tym, kiedy postanowiłam zrobić sobie większe zapasy sznurka, znalazłam ładne kolory, za korzystną cenę i zamówiłam pakunek. Kiedy dostałam przesyłkę troszkę się zdziwiłam, bo co prawda kolory były świetne. Takich odcieni nie widziałam w swojej ulubionej pasmanterii. Ale było jeszcze coś. Sznurki okazały się dziwnie wiotkie i opanowanie ich było dla mnie nie lada wyzwaniem. Teraz pojawiło się wiele typów sznurków, każde z nich są inne, dlatego postaram się je dla Was rozpracować. 

Udało mi się zebrać kilka gatunków sznurków, które napotkałam w sieci. Od amerykańskich, przez włoskie i czeskie, po chińskie. Postanowiłam je troszkę dla Was pomęczyć i pokazać czym się różnią. Na pierwszy ogień poszły klasyczne, jednokolorowe sznurki. Zebrałam ich 8 gatunków. Od dobrze znanej wszystkim czeskiej Pegi, przez sznurki, które można kupić we Włoszech, po chińczyki (te dobre i te złe).



























1. Pega Acetat
2. Chińczyk "wiotki"
3. Sutasz "błyszczący"
4. Pega
5. Sutasz włoski
6. Lace Factory
7. Chińczyk "tłusty"
8. Sutasz "błyszczący" węższy

Niestety nie znam dokładnych nazw wszystkich wytwórców, ale wszystkie te sznurki można znaleźć na allegro, w sklepach internetowych i stacjonarnych w Polsce. Postaram się Wam je krótko opisać. Warto wiedzieć o nich parę rzeczy, to uchroni nas przed nietrafionymi zakupami.



 Na pierwszy ogień idzie Pega Acetat, która na rynku pojawiła się stosunkowo niedawno i z tego co wiem, nie ma jeszcze pełnej palety kolorów, ale naprawdę warto się nią zainteresować. Jest nieco sztywniejsza i grubsza od klasycznych sznurków Pegi (skład 61% acetat, 39% wiskoza).  Naprawdę wdzięcznie się jej używa do ażurowych form. Mimo, że jest nieco bardziej mięsista, to nadal pozwala na zrobienie delikatnych zawijasów. Może być też dobrym rozwiązaniem dla osób początkujących. Łatwiej okiełznać te sznurki, mniejsza też szansa, że się pomarszczą. Ja widzicie na zajęciu powyżej niezakończona końcówka nie siepie się mocno, a podpalona nie topi, tylko osmala. Zawsze lepiej takie końce zabezpieczyć. Poniżej kolczyki wykonane z użyciem tego sznurka.



















Sznurek, który roboczo nazwałam sobie chiński "wiotki" to mina, którą opisałam Wam na samym początku tego postu. Sznurek, który kosztował mnie sporo cierpliwości. Kupiłam go na allegro. Kolory ma naprawdę świetne: oliwka, łososiowy czy kilka odcieni brązu. Ale tak jak widzicie na zdjęciu jest z bardzo cienkich i luźnych włókien, które niekoniecznie układają się tak jak powinny. Dość ciężko się, je szyje, ale nie ma tragedii. Kiedy ma się już wprawę to to można wyczarować z nich cuda. Ale bywają trudne przy zakończeniu, więc jeżeli jeszcze nie panujecie nad końcówkami, to nie polecam. Mam kolczyki z nich zrobione już 2 lata i trzymają się ładnie, ale jeżeli robicie sutasz zarobkowo to nie polecę ich. Nie ma gwarancji, że Ciebie kolory nie zaczną blaknąć. Końcówka ich pod wpływem ognie nie topi się, tylko po prostu kruszy.

A tutaj mam dla Was przykład pracy wykonanej tymi sznurkami.







Sutasz "błyszczący" jak sobie go roboczo nazwałam to kolejne znalezisko z internetu. Jest dość cienki, a przy takich jasnych kolorach zdaje się mieć prześwity. Nie jest jednak tak wiotki, jak opisany powyżej chińczyk. Jeszcze z niego nie szyłam, ale prawa strona wygląda całkiem ładnie, mimo, że z góry sznurek wygląda jakby miał dość mocno zarysowane prążki. Na pewno dam mu szansę i coś z niego uszyję i okaże się jak się z nim współpracuje. Sama końcówka lekko się topi, więc łatwiej będzie się wykańczać. Na pewno dam Was znać, jak coś z niego zmajstruję. Póki co nie skreślam, zobaczymy.
















Sutasz Pega (skład 100% wiskoza), czyli klasyka, której wszystkie sutaszystki się trzymają. Sama bardzo lubię z niej szyć. Zwłaszcza małe i bardzo rozbudowane formy. Świetnie się sprawuje zwłaszcza po przeprasowaniu. Jeden z moich faworytów, choć czasem brakuje mi kolorów, ale to już moje osobiste fanaberie. Końcówka lekko się topi. Tutaj moja bransoletka, cała z kobaltowej Pegi.






































Lace Factory też robi swoje sznurki. Jako pierwsi pokusili się o neonowe kolory. Sznurek ten podobny jest do tego, którego nazwałam tak szumnie "błyszczącym", czyli numer 3. Także topi się i nawet lubi aż kapać. Totalny plastik. Jest od nr 3 bardziej wiotki, ale wiem od doświadczonych koleżanek, że w połączeniu np. z Pegą da się z nim pracować. Sama się też zbieram, żeby coś z niego uszyć, więc wyjdzie w praniu.
















Sutasz włoski mam dzięki uprzejmości jednej z koleżanek, która ma to szczęście, że mieszka na tej pięknej włoskiej ziemi. Przysłała mi parę kolorów na spróbowanie. Sznurek jest mocno zbity, dość twardy i raczej sztywny, więc już sobie wyobrażam, jak będę klęła wbijając w niego igłę. Ale może i na niego przyjdzie czas. Póki co jego struktura nie jest zachęcająca. 
















Tego dziwaka znalazłam w jednym z koralikowych sklepów w Trójmieście. Wydaje mi się, że widziałam go też gdzieś w internecie. W swojej strukturze jest podobny do sznurka nr 3, ale jest nieco węższy. Dość wiotki, ale włókna są dobrze splecione i trzymają się jak należy. Kupiłam go tylko kawałek do testów. Szyć z niego nie będę, bo mam swój zapas dziwnych sznurków w szufladzie. Natomiast na niego też możecie się natknąć. 
















I na koniec chiński "tłuścioszek", to po klasycznej i acetatowej pedze mój ulubieniec. Świetnie nadaje się do większych form. Jest mięsisty i dużo grubszy od Pegi. Ma cudowne kolory, a ja mam ich kolekcję w szufladzie. W tym też neony. Doskonale szyje się z niego, nawet przy wykorzystaniu tylko pojedynczego sznurka. Topi się ładnie i można go ładnie zakańczać. Jego wadą jest to, że poszczególne kolory potrafią różnić się między sobą twardością np. mój ulubiony jeansowy granat to ciężki przeciwnik. 



Tak wygląda moje podsumowanie sznurków dostępnych na polskim na rynku. Wiem, że nie ma tutaj sznurków metalicznych i dwukolorowych, ale już się nie zmieściły. Dostaną szansę w osobnym poście, bo o nich nie zapomniałam. Jeżeli macie swoje doświadczenia z sutaszowymi sznurkami piszcie, jestem ciekawa. 

Przeczytaj też

11 komentarze

  1. Sznurek sutasz włoski faktycznie jest sztywny i dość ciężko jest z niego zrobić różnego rodzaju wywijasy.Jedyną zaletą jest to, że nie wyślizguje się i że łatwo się układa jeżeli chodzi o proste wzory.
    Dzisiaj właśnie skończyłam robić bransoletę z tego sznurka i muszę przyznać że jedną igłę złamałam a druga została powyginana na wszystkie możliwe sposoby , nie wspomnę o pokłutych palcach hehe...ale efekt końcowy bransolety jest idealny. Poniżej podaję link do mojego bloga gdzie można zobaczyć moją pracę wykonaną z tegoż to włoskiego sznureczka.
    http://margaritabatsi.blogspot.gr/2014/04/bransoleta-soutache-gothic.html
    Pozdrawiam Cię Joasiu. i lecę wkleić twój post na mojego fanpage . :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Prawda jest taka, że jak już ma się wprawę w szyciu to każdy z tych sznurków da się okiełznać. Ale warto wiedzieć z czym się ma do czynienia.

      P.S. Twoja bransoletka śliczna. Pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Dzięki! Myślałam, że to ja jestem gapa w kupowaniu sutaszu. Mam szuflady pełne sznurków do wszystkiego, ale nie haftu :-) Mam też zapas takiego sutaszu z Otwartego Sezamu - zwą go SUTASZ SATYNA, który prawie nie ma jodełki i spod spodu wychodzi biała osnowa. Ma strukturę ramiączek od stanika :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda z nas ma takie zakupowe buble na swoim koncie. Może się znajdzie dla nich inne zastosowanie ;)

      Usuń
  3. Sutasz satynowy - najgorsze badziewie, na jakie kiedykolwiek się nacięłam. Zalega mi tego pół szuflady, siepie się niemiłosiernie, rozłazi się splot, przez co widać rdzenie - totalna porażka!!! Mogę podrzucić linka do aukcji allegro gdzie to kupiłam by przestrzec przed zakupem, ale nie wiem, czy wolno. Bo może podpadnę sprzedawcy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przydatny i bardzo fajny post. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę takiej pasji. Gotowe rzeczy które pokazałaś też śliczne. Zapraszam do mnie do poklikania w linki CHOIES gdyż chcę współpracować z tą firmą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha ja też mam kolekcję sutaszowych sznurków kupionych na allegro, które jak na razie do niczego się nie przydają, no może jako sznurówki do butów albo sznurek potrzebny do czegoś. Słaby splot, szerokie jakieś, chociaż pisało 3 mm, nic się nie chciało zszyć. Może jakaś plecionka..., ale do wyszywania ozdób niestety nie. Wolę już zapłacić więcej w sklepie, ale widzę, co kupuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczne są, podziwiam i zazdroszczę talentu :D

    Do zobaczenia na spotkaniu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Niebieska bransoletka mnie zachwyciła :)

    Ps. Do zobaczenia na spotkaniu w Gdyni :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Post fajny dobrze że przytoczyłaś różne rodzaje sznureczków

    Nie wiem czemu wszyscy narzekają na sutasz satynowy. Fakt do najprostszego wzoru (poprzez najprostszy rozumiem coś typu trzy koraliki i dwa sznurki) się nie nadaję, ale można go wykorzystać w ciut większych projektach jak i łączyć z innymi sznurkami sutasz o tych samych wymiarach (czytaj szerokości)

    OdpowiedzUsuń

Blog Archive