Sekcja zwłok na kolczykach - sutaszowy bubel

wtorek, lipca 01, 2014

Zapowiedziałam dziś post sensacyjny i mam nadzieję, że ten właśnie taki będzie. Chcę po raz kolejny powrócić do sprawy sutaszowych bubli. Kiedy pisałam o nich w poprzednich postach Sutaszowego ABC wywiązywały się różne dyskusje. Zdania jak zwykle były podzielone. Część przyznawała mi rację, część nie. Każdy ma swoje doświadczenia, swoje patenty i tym samym swoje zdanie. Mi chodzi tylko o uczciwość wykonania, zwłaszcza jeżeli macie zamiar swoją biżuterię sprzedawać. Jeżeli nosicie ją same to zawsze możecie sobie coś naprawić, jeżeli sprzedajecie, często za niemałe pieniądze, to musicie dać klientowi jakość. Bo inaczej może być... No właśnie, jak? Głupio, niemiło, wstyd? Wszystko zależy od klienta. Jeden obsmaruje Was w sieci, drugi schowa taki bubel do szkatułki (takiej w której trzymamy popsutą biżuterię. Każda z nas taką na pewno ma.), a jeszcze inny pobiegnie po pomoc do znajomego rękodzielnika.


























Tym sposobem dochodzimy do tematu dzisiejszego posta. Otóż do mojej koleżanki Ani, zgłosiła się jej znajoma z prośbą o ratunek. Dziewczyna kupiła kiedyś sutaszowe kolczyki, troszkę ponosiła a potem trafiły do szkatułki i leżały. Dlaczego? Okazało się, że ich właścicielka miała wrażenie, że się rozpadną i bała się je nosić. Nie wiem, kto jest ich autorką, ani ile kosztowały. Nie wnikam. Mam nadzieję, że to była jedna z pierwszych prac tej autorki i teraz już nauczyła się jakich błędów nie popełniać. 





























Ania podesłała mi zdjęcia przypadku i tym sposobem na moim blogu ląduje pierwszy sutaszowy case. A przed Wami bohater zamieszania, czyli kolczyki. No i co my tu mamy. Taka szybka analiza:
- sznurki lekko zmaltretowane i źle się układają;
- brak zachowania porządku lewej i prawej strony sznurka;
- masa perłowa dziwne odstaje;
- tył jak widzicie też, nie jest szałowy, widać nitki i supełki;
- zbyt luźna nitka, która łączy dwa elementy kolczyka.

I w sumie wydawałoby się, że to wszystko. I pewnie zaraz powiecie, że wyolbrzymiam sytuację, bo to przecież podstawowe potknięcia. Gdzie ten cały dramat? Otóż Ania wzięła kolczyki na warsztat, zaczęła oglądać je z każdej strony. I tym sposobem wracamy do odstającej masy perłowej. I tutaj mamy pierwszą niespodziankę. Otóż...


























Okazało, że oba elementy z masy perłowej dało się odczepić bez większego problemu. Mimo, że są przewiercone, nie były przeszyte, tylko przyklejone, ale niestety obie nie mamy pojęcia czym. Natomiast między masą perłową a filcem, którym podklejony jest tył Ania znalazła coś w rodzaju cienkiej, dwustronnie klejącej taśmy z fizeliny. Wcale się nie dziwię teraz, że właścicielka myślała, że się rozpadną. 



























Ale wierzcie mi, to nie koniec niespodzianek. Prawie jak Kinder Niespodzianka. Dalsza obdukcja ujawniła, że kolczyki częściowo nie są szyte, nie są nawet klejone. Po prostu jakoś się utrzymały. Cuda się zdarzają. Poza zawijaskami i koralikami, które są szyte, reszta pozostała nietknięta igłą i nitką. Wygląda jak jakiś sutasz ekspresowy. Rach, ciach i jest.




















Powiem Wam szczerze, że tego żadna z nas się nie spodziewała. Ania poratowała koleżankę i zrobiła jej nowe kolczyki, które możecie zobaczyć poniżej (w zestawieniu z ze starym). Te kolczyki trzymały się na jakimś kiepskim kleju, kawałku nitki i słowie honoru. Dlatego tak często powtarza się początkującym, żeby przede wszystkim trenowali, ćwiczyli i doskonalili swoją technikę, na sprzedaż przyjdzie czas. Jeżeli nie macie możliwości iść na warsztaty, zawsze są jeszcze tutoriale Inspirello na YouTube, zrobione przez Djenke, czyli specjalistkę. Jest się od kogo uczyć. Są grupy i fora na, których można podpytać się bardziej doświadczonych koleżanek. Sprzedawanie takich bubli naprawdę nie robi nikomu dobrego pr-u. Zastanówcie się zatem nad tym co sprzedajecie. Taki o to mój apel.



Przeczytaj też

8 komentarze

  1. dzięki za "specjalistkę" :) no i oczywiście podpisuję się pod tym postem obiema skażonymi sutaszem rękami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należy Ci się. Sama często podpatruje Twoje filmiki, bo zawsze jeszcze można się czegoś nauczyć. Świetna robota!

      Usuń
  2. jeju najbardziej zaskoczyła mnie ta taśma o.O ja też w pełni się podpisuję :) więcej cierpliwości, czas na sprzedaż przyjdzie w odpowiednim momencie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też się podpisuje pod Twoim postem prawą i lewą ręką :), u mnie biżu przechodzi serie testów na wytrzymałość i dopiero wtedy jestem pewna, że mogą trafić w ręce przyszłego właściciela :)
    Zawsze też daję tzw. gwarancję, w przypadku jakby coś się zadziało można do mnie dzwonić pisać a ja zaradzę i naprawię.
    Wszystko zależy od podejścia osoby, która szyje, jak dla mnie może to była właśnie jedna z pierwszych prac, stąd nie zakładałabym złych intencji szyjącej. Jeśli jednak to było zamierzone to smutek mnie ogarnia, ponieważ przez coś takiego źle postrzega się rękodzielników. A przecież robimy to co kochamy i chcemy tym uszczęśliwić innych.
    A teraz pytanie z innej paki :) jak dobrze zakończyć szycie nitką aby się nie wypruła ? stosuje metodę owijania nitki na igle (x3 czy x7) czy taki sposób jest ok ? tak mnie jakoś ten post wyprowadził z pewności :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm... rzeczywiscie slabo. Sutasz tani nie jest wiec kazdy kupujacy chce miec porzadnie wykonana prace a nie trzymajace sie na slowo honoru...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zobaczyłam, to się przestraszyłam. Jak można nie zszyć sznurków ze sobą?! W ogóle, to jak można sprzedawać takie kolczyki? Jestem w szoku!!! :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Kto takie buble wciska ludziom aż żal wydawać pieniądzy

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej strasznie to wygląda - widać że osoba robiąca "sutaszowe" kolczyki nie ma w sobie żadnej pasji... tylko chec zarobienia szybkich pieniędzy. Żałosne.

    OdpowiedzUsuń

Blog Archive