Kiedy postawisz swoje życie na głowie

sobota, kwietnia 11, 2015



Coś czuje, że winna Wam jestem parę słów wyjaśnienia. Trochę mnie ostatnio mniej na blogu, na Facebooku zresztą też. Na szczęście to chwilowe. I mam nadzieję, że z dnia na dzień uda mi się do Was wracać. Ale uważam, że należy się Wam parę słów o tym czemu tak się stało.

Dziś jest pierwszy weekend od paru tygodni, kiedy mogę spokojnie usiąść z kubkiem kawy i mieć czas tylko dla siebie. Czemu dopiero teraz? Otóż postanowiłam postawić swoje życie na głowie. A tak konkretnie zmienić pracę i zawód dość diametralnie. Po ponad 7 latach pożegnałam się ze swoją spokojną pracą w firmie państwowej i rzuciłam się w wir pracy w mediach społecznościowych. Co prawda blog i to wszystko czego mogłam się nauczyć przy okazji jego prowadzenia to sporo, ale jeszcze wiele nauki przede mną. Muszę Wam przyznać, że to trochę jak szok kulturowy. Inny system pracy, inne godziny, a rytm (czasem właściwie pęd) nie z tej ziemi. Ale udało mi się dopasować do niego i wracam do Was.

A przy okazji takiego tematu mam dla Was kilka rad. Może też chcecie coś zmienić, ale się boicie.

Nikt za Ciebie nie dokona zmiany

3 lata temu przypadkiem trafiłam na szkolenie, które otworzyło mi oczy. Nie był to żaden coaching czy coś w tym stylu. To było szkolenie dotyczące mediów społecznościowych. Temat znałam trochę, a szkolenie otworzyło przede mną nowy świat. Zrozumiałam co bym chciała robić, ale droga do tego długa. Nie każdy ma taką możliwość, żeby rzucić wszystko i zaryzykować. U mnie wszystko szło małymi krokami. Spotkania branżowe, konferencje, potem staż. Wiem, że wiele osób sądziło, że tylko tak gadam, ale pracy nie zmienię. 

Zmiana trochę trwa

Rzadko się zdarza, że jest jak w amerykańskim filmie i sensacyjna zmiana następuje od razu. W prawdziwym świecie trzeba się trochę napracować. Moja druga połówka i nasi rodzice wiedzą najlepiej ile pracy, wolnego czasu i determinacji złożyło się na tą zmianę. Wszystkim za cierpliwość ogromnie dziękuję przy okazji. Wiem, że miewałam mało czasu i byłam mocno rozbiegana tu i tam. Tak mijał rok, drugi, a trzeci był najaktywniejszy. Wiele razy się zastanawiałam czy to naprawdę ma sens. To były tylko chwile, a potem mój upór kazał mi iść dalej. Mój niepoprawny optymizm mnie kiedyś zgubi.

Wiele osób tego nie zrozumie

No bo przecież po co zmieniać cokolwiek. Jest praca, jest umowa, jest stabilizacja. Często tak jest, że praca do której trafiamy po studiach nie jest tą wymarzoną. To przypadek, prowizorka, bo chcemy iść na swoje, być niezależnym. Jak wiemy prowizorki są najtrwalsze. Pewnie jest wiele osób, którym to wystarczy. Dla mnie to było za mało. Kiedy przychodzi taki moment i czujecie, że trafiliście na szklany sufit to jest moment idealny. Nie wszyscy to zrozumieją, ale taka jest kolej rzeczy. Nie ma się czym przejmować. Naprawdę. To bardzo częste zjawisko, że ludzie koło 30 roku życia postanawiają zmienić pracę, zawód. Po prostu chcą się realizować i robić coś co sprawia im frajdę. Praca to nie kara za grzechy.

A na koniec Wam powiem, że jak Wasze marzenie się spełnia dzień przed urodzinami, to sami sobie nie mogliście zrobić lepszego prezentu.  

Przeczytaj też

12 komentarze

  1. Brawo Asieńka, tak właśnie jak mówisz...mi tylko szkoda, że straciłam taką świetną trenerkę social media! Mam nadzieję, że teraz będzie droga tylko do przodu!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda życia na tkwienie w takich prowizorkach. Każdy kto ma w sobie choć odrobinę szalonej duszy artysty hihi ;) nie wytrzyma długo w miejscu, do którego tak naprawdę nie pasuje :) Ja też niedawno miałam taką sytuację, że praca, którą wykonuję to nie to, że dłużej tak nie wytrzymam bo chyba oszaleję. Z dnia na dzień się zwolniłam i z usmiechem na twarzy poszłam szukać nowej pracy ale takiej jak ja chce. No i się udało :) Teraz mam fajną pracę, która daje mi energię do rozwijania moich pasji :)
    Tobie też tego życzę. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się udało i jestem bardzo zadowolona :)

      Usuń
  3. Ja jestem strasznie niecierpliwa, więc dla mnie punkt odnoszący się do "trwania zmiany" jest najważniejszy ;) Nie umiem odraczać gratyfikacji - wszystko chcę już teraz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak miałam, ale z czasem można się nauczyć cierpliwości, zwłaszcza jak się na coś uprzesz.

      Usuń
  4. Gratulacje, bardzo CI zazdroszczę , tak pozytywnie oczywiście :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja dość szybko, bo po roku od skończenia studiów wprowadzam zmiany w moim życiu zawodowym. Cieszę się, że tak szybko się zdecydowałam. Boję się, że później zawsze bym się bała, e "to nieodpowiedni moment". Nie ma idealnego momentu, więc niech się dzieje. :) Jak piszesz, nikt za mnie nie zmieni mojego życia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nigdy nie ma dobrego momentu. A im jest się starszym to ma się więcej zobowiązań i człowiek mniej ryzykuje. Ale czasem warto.

      Usuń
  6. Gratuluję odwagi i determinacji. Mi brakuje determinacji i kopa, ale może po przeczytaniu Twojego tekstu? pozdrawiam aga

    OdpowiedzUsuń
  7. Asiu super, że się udało! Wiem, że bardzo ci na tym zależało i super, że dopięłaś swego. Wniosek jest taki, że trzeba iść w zaparte i nieodpuszczać.

    OdpowiedzUsuń

Blog Archive