Parę słów o pewnym kaboszonie

niedziela, kwietnia 19, 2015


Przy okazji ostatniego naszyjnika oraz jego protoplasty, stworzonego 3 lata temu powstał materiał na ten post. Na pewno pamiętacie jak kiedyś pisałam o jakości materiałów, których używamy w naszej biżuterii (Koralikowe miny), Wspominałam tam o tym rodzaju kaboszonów, ale postanowiłam pokazać Wam oddzielnie ten szczególny case. 

Ten matowy kaboszon wynalazłam kiedyś w czasie zakupów koralikowych w internecie. Ach to przeglądanie dziesiątek stron z koralikami i innymi cudami i zawsze się coś znajdzie. I tak zakochałam się w tym właśnie. Cudowny mocny kolor i świetna matowa powierzchnia. Nie mogłam się powstrzymać, zwłaszcza że nie był drogi. Potem postał w niego naszyjnik, który widzicie powyżej (tak, wiem, nie jest to szczyt sztuki sutaszowej, ale to był początki). 

3 lata później....

Naszyjnik już nie istnieje, ma godnego następce. Ale nie odszedł w zapomnienie na próżno. Zanim wyrzuciłam to co z niego zostało, wymontowałam przyczynę tego posta - kaboszon. Ku przestrodze, chcę Wam pokazać jak wygląda po tym czasie. W ramach uzupełnienia informacji o tym jak był użytkowany, to wcale nie nosiłam go dużo (szybko doszłam do wniosku, że nie jest doskonały), przechowywałam go odpowiednio (worek strunowy, pudełko, wszystko suche i nie nasłonecznione), a niestety wygląda to tak.


Z tego cudownego koloru jak widać niewiele zostało. Tylko brzeg, który otoczony był sznurkami zachował kolor. Reszta jest blada, lekko zżółkła, tylko mat został, jak był na początku. Czar prysł i tyle. 


Druga strona (czyli tak, która schowana była pod filcowym wykończeniem, zachowała oryginalny kolor. Niestety odbarwił ją klej i postały nieładne plamy. Skoro klej wszedł w reakcję z powłoką, to sprawdziłam inne chemikalia, które używamy przy szyciu. Na szczęście impregnat (ja mam ten z Rossmana) nie wywołał żadnych szkód. Gorzej jest ze zmywaczem do paznokci. On niestety odbarwia wszystko, więc jeżeli próbujecie oczyścić nadmiar kleju czy inne zabrudzenie tą metodą, to nie polecam. 


Na koniec moja rada. Jakby nie był kuszące te kolorki to nie dajcie się zwieść. Jeżeli robicie biżuterię tylko dla siebie, to najwyżej wymienicie element, albo zrobicie sobie coś nowego. Jeżeli jednak sprzedajecie biżuterię, to unikajcie takich elementów. Sutasz nie jest tani, a tym samym jeśli ktoś go kupuje to nie po to, żeby wyrzucać pieniądze do kosza. Chce mieć coś pięknego, nietypowego i dobrej jakości. W końcu cały czas wojna toczy się o to, żeby handmade nie było synonimem bylejakości, ale artystycznej pracy ludzkich rąk. 

Przeczytaj też

0 komentarze

Blog Archive