Biżuteria z sieciówek - kupować czy nie?

sobota, lipca 18, 2015


Biżuteria z masowej produkcji. Z sieciówki. Wyprodukowana pewnie w setkach egzemplarzy. Nie do porównania z rękodziełem to fakt bezdyskusyjny. Ale czy to naprawdę takie zło?

Pewnie wiele z Was się ze mną nie zgodzi, ale uważam że nie jest wcale taka zła. W moich szkatułkach zdecydowanie króluje rękodzieło. Sutasz jest na pierwszym miejscu. Powiększam też kolekcję biżuterii wykonanej innymi technikami, którymi się nie zajmuje, ale podziwiam. Jest haft koralikowy, szkło, fimo i parę innych. Na pewno jeszcze będę miała okazję się nimi pochwalić. 

W rękodziele cenię sobie najbardziej to, że można je personalizować. Wiem, że ma całą listę innych zalet, ale dla mnie akurat ta bardzo się liczy. To że mogę dobrać kolory, wzór, materiały. Nadać biżuterii zupełnie inny charakter. Te z Was, które same tworzą dobrze wiedzą, że czasem ten sam wzór kolczyków, uszyty w innym zestawie kolorów, potrafi być jak zupełnie nowe odkrycie. 

Jest jednak jedna rzecz, która powoduje, że czasem sięgam po właśnie taką sieciówkową biżuterię. Doskonale wiecie, że rękodzieło ma swoją cenę, często bardzo wysoką. Dlatego jeżeli już dokonuje takiego zakupu to staram się inwestować w coś klasycznego. Wiem, że to zakup na lata. Chcę się nim cieszyć jak najdłużej. Ale są takie trendy w biżuterii, które z góry skazane są na krótki okres swojej świetności (np. neonowe kolory). Jeżeli coś bardzo chodzi mi po głowie to w końcu trafię na wyprzedaż i kupię coś takiego. Nie będzie mi potem szkoda, że taka biżuteria przestała mi pasować. Zdarza się też, że kupuję biżuterię, bo jest zabawna. Tak jak naszyjnik z napisem #TAG. Takie branżowe żarciki. Kupić taki ze złota to spory wydatek, a tak naprawdę często go nosić nie będę. 

Myślę, że w tej całej dyskusji na temat tego co lepsze, warto zaznaczyć jedną rzecz. Ile byśmy jak twórcy się nie starali, nie wszystkim taka biżuteria będzie się podobać. Dobrze wiemy, że są gusta i guściki. Nie dajmy się zwariować. Chwalmy nie tylko swoje prace, ale szeroko pojęte rękodzieło. To dobrej jakości. Ale jeśli zdarzy nam się ulec i kupić błyskotkę w sieciówce to wierzcie mi, świat się nie zawali. 

Przeczytaj też

4 komentarze

  1. W końcu rozsądne podejście :)
    Mi nie szkoda raz na jakiś czas kupić coś sieciówkowego dla odmiany bo tak jak piszesz - ma to swoje plusy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja poza kolczykami w "innych" kształtach, np. koty, sowy, nie umiem kupować sieciówkowej biżuterii, choć często podoba mi się ona na innych dziewczynach, to gdy stoję przed wieszakami w sklepie, nie mogę się opędzić od myśli, że to jednorazowa tandeta. Może dlatego, ze kiedyś sama składałam swoje biżu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspomniałam w poście nie wszystko jestem w stanie sama zmontować. Często taką biżu traktuję jak kaprys, kupuję na wyprzedażach. Staram się nie wydawać na nią dużych pieniędzy.

      Usuń

Blog Archive