See Bloggers po raz trzeci - moim okiem

wtorek, lipca 28, 2015


Coraz więcej jest wydarzeń, które kierowane są do szeroko pojętej blogosfery. Mniejsze, większe, w różnych częściach Polski. I super! Dla mnie to ogromnie ważne, żeby się rozwijać, uczyć i inspirować tym co mówią i robią inni. Zresztą zawsze z niecierpliwością czekam na kolejną sposobność, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Tak było i przed See Bloggers.

Uwielbiam spotykać blogerów

Tak naprawdę to uwielbiam spotykać ludzi i to takich, którzy mają świetne pomysły i zarażają uśmiechem. Dlatego przebieram nóżkami z niepokojem przed każdym takim wydarzeniem. Wierzcie mi, to świetne spotkać ludzi, którzy są tak samo zbzikowani jak ja. Czasem mam wrażenie, że to takie pozytywne freak show, bo każdy z nam jest inny i to właśnie jego zaleta. Jeszcze lepiej, jeśli dzielą się swoją wiedzą, nie tylko na prelekcjach czy warsztatach, ale po prostu w rozmowach. Dlatego tym razem postawiłam na networking i nie żałuje. Poznałam wspaniałych ludzi, spotkałam dawno nie widzianych znajomych, trochę pomarudziłam, bo niestety pogoda była nie najlepsza i mocno to odczułam. Ale to tylko drobiazg. Pogody zaplanować nie sposób.

Zmasowany atak

Muszę przyznać, że troszkę się poczułam osaczona tym wszystkimi stanowiskami i atakującymi mnie zewsząd propozycjami oddania lajka czy innej aktywności w mediach społecznościowych w zamian za drobny gadżet czy kosmetyk. Sama pracuje w branży reklamowej i rozumiem na czym zależy markom, ale żeby to wszystko było chociaż ciut bardziej kreatywne. W sumie najlepiej z tego wybrnęła jedna z firm, bo zachęcała żeby chociaż zrobić coś twórczego. Szkoda, że duże, światowe marki potrafią tylko wystawić ściankę i trzaskać zasięgi za szminkę.
Swoją drogą to zabawne, kiedy po prostu ciekawa jednego z produktów podeszłam się o niego wypytać, zamiast odpowiedzi padło pytanie o to czy prowadzę bloga kosmetycznego, a skoro nie to zostałam olana. I nie chciałam wcale nic dostać, mogłabym nawet kupić. Ale chciałam tylko informację. Trudno.


Bloger głodny to bloger zły

Zresztą nie tylko bloger, ale każdy. Nie twierdzę, że powinniśmy dostać “papu” pod nosek, jako rozwydrzone blogery. Raczej o to, że powinniśmy mieć możliwość kupić sobie coś co napełni puste brzuszki. Podobno było tam jakieś jedzenie (tak głosi legenda), ale nie miałam okazji sprawdzić organoleptycznie. Jeden food truck to naprawdę za mało na tyle osób. A niestety miejsce, w którym znajduje się PPNT jest dość oddalone od wszelkich przybytków żywieniowych. Ale daliśmy radę.

Warsztaty, których nie było

Przeglądając agendę konferencji ucieszyłam się ogromnie, kiedy moim oczom ukazały się warsztaty pt. Dawne rzemiosła współczesnymi pasjami. Pierwszy raz na blogerskim evencie temat dla rękodzielników. Organizator - Burda. Same miłe skojarzenia. W końcu nie raz patrzyłam jak moja mama rozszyfrowuje wykroje i szyje sobie ciuchy. Niestety ogromnie się rozczarowałam. 5 minut historii czasopisma, przerysowanie wykroju bluzki, wycięcie i po wszystkim. Prowadząca, która szyć nie umie. Czar prysł. Warsztaty były reklamą innych, płatnych warsztatów. A gdzie to co zawarte w temacie?

Świadome bycie blogerem?

Często mówię o tym na warsztatach z blogowania. Świadomość tego, że to co robi się w internecie określa nas jako blogerów, twórców, czy jak jeszcze można nazwać to co robimy. Niestety nadal wiele osób zakłada blogi tylko po to, żeby dostawać gratisy. Podpiszą się pod wszystkim. bez zastanowienia, żeby tylko dostać nawet najmniejszy gadżet. Byłam w ten weekend świadkiem paru sytuacji, których się nie spodziewałam. Od przepychanek przy wejściu na warsztaty, przez fochy przy zapisach na malowanie paznokci, po lans na obieraczkę do ziemniaków. W między czasie na sali mówiono naprawdę ciekawie i z sensem. Naprawdę warto się zastanowić, czy warto się skusić na gadżet za fotkę w sieci.

Po prostu prelekcje

To co okazało się najlepsze na See Bloggers to prelekcje. Co prawda nie miałam okazji być na wszystkich, ale te których słuchałam zdecydowanie świetnie. Tomek Sulewski, który świetnie opowiada. Jason Hunt mobilizuje do działania, jest zawsze jest parę kroków przed wszystkimi. Prelekcja o Snapchacie lekka i rzeczowa. To jest to co lubię.


Pierwsze See Bloggers, przy którym miałam okazję pracować było inne, mniejsze i troszkę nieśmiało stawiało kroki w świecie eventów blogerskich. Ale przez ten rok się rozwinęło i rozrosło. Zmienili się organizatorzy i pomysł na imprezę. Jedno jest pewne, wszyscy włożyli w nią mnóstwo pracy. Wiem doskonale, jak wiele się trzeba nauczyć i napracować przy takim evencie, a i tak się nie dogodzi się wszystkim. Mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej. Mi ta forma nie do końca przypasowała, ale zapewne nie jestem obiektywna. Mam też nadzieję, że same marki zaczną działać z pomysłem, bo nie mam nic przeciwko współpracy z blogerami, ale można to zrobić lepiej.

Przeczytaj też

5 komentarze

  1. Po części się z tobą zgodzę. Wystawki firm kosmetycznych były bo były. W sumie tylko z panią od Rimmela dało się porozmawiać. Reszta stoisk była po prostu soiskami - lakiery mogę sobie też w drogerii pooglądać. Masz rację - zdobienie flakoników, było świetnym pomysłem i chyba tam był największy ruch. Podobało mi się też stoisko z preparatami do włosów, bo chociaż można było skorzystać z fachowej porady. Co do warsztatów to na ten, na którym byłaś też miałam ochotę się zapisać, ale widzę, że podjęłam dobrą decyzję rezygnując. Niestety podobną opinię słyszałam o warsztatach z Acerem... Trpchę szkoda, bo taka nachalna reklama, wydaje mi się, daje odwrotny skutek. Ale z drugiej strony co się dziwić - zauważyłam, że część przyjechała po gratisy, część po wiedzę. Każdy brał co chciał :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też byłam na tych warsztatach Burdy i wyszłam równie zawiedziona - zadałam prowadzącej dwa proste pytania - wiem, że nie umiała szyć, ale osoba prowadząca takie zajęcia powinna była znać na nie odpowiedź. Było mi smutno, że straciłam te 45 minut swojego życia, które mogłam spożytkować lepiej. W ogóle większość warsztatów, na których byłam, była słaba - żałuję, że ich nie olałam i nie poszłam od razu na prelekcje, byłoby ciekawiej.
    Co do jedzenia - spotkałam się z argumentem, że przecież był bar sałatkowy, w którym dało się płacić kartą (w foodtrucku nie, a miałam przy sobie mniej niż 20zł). Owszem, był. W porze śniadaniowej świetnie zaopatrzony, w okolicach 15 - pan nawet nie wiedział, z czym mi zrobić sałatkę, bo nic nie było.
    Zagadała mnie pani, sugerując konkurs, w którym, każdy wygrywa - wystarczy dać lajka. Nie wiem, czy byłam jedyną osobą, która jej powiedziała, że nie rozdaję lajków na prawo i lewo, bo minę miała naprawdę zaskoczoną. O gratisy też się nie zabijałam - chyba by mi ręce odpadły od noszenia tego wszystkiego.
    Ale! To, co najważniejsze (dla mnie) - poznałam i pogadałam z masą sympatycznych ludzi, których znałam (lub nie) tylko z internetu i dziś wiem, że poza nim też są całkiem fajni :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tymi foodtruckami najgorsze jest to, że na pewno kilka podjechałoby samo, gdyby tylko miało cynk, klientów nie brakowało. Dopiero po fakcie wpadłam na to, żeby zrobić akcję pisania do wszystkich foodtrucków po kolei z prośbą o przyjazd :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z jedzeniem zgodzę się w 100%, niestety nie da się przeżyć na samej kawie i ciastkach. Jeśli chodzi o stoiska to muszę pochwalić Momme - stoisko z naturalnymi kosmetykami (nie tylko dla maluchów). Interesują mnie składy kosmetyków, to co producenci pakują w kolorowe pudełka. Na stoisku Momme mogłam uzyskać fachową poradę, mogłam szczerze porozmawiać i wymienić poglądy. Fajne było stoisko z FM i z preparatem do włosów (można było zbadać stan skóry głowy, porozmawiać z dermatologiem). Niestety nikt z Rimmela nie był zainteresowany rozmową, ich strata :). Każda edycja jest inna, każdy przyjeżdża w innym celu. Niektórzy głównie po wiedzę, inni spotkać się ze znajomymi, a jeszcze inni łapią gratisy. Cóż tacy są ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. To było moje pierwsze spotkanie See Bloggers na jakim miałam okazję uczestniczyć. Nie mam porównania do poprzednich, ale lubię wszystko co związane z kosmetyką bo tym się interesuję jednak faktycznie stoiska, które non stop zaczepiały są denerwujące bo ileż razy można. Każdy konkurs polegał na fotce, tagach itd. to też nie dla mnie choć z przyjemnością dla własnej pamiątki zdjęcia sobie porobiłam. Z jedzeniem się zgodzę, powinno być miejsce gdzie można by choć kupić coś do jedzonka na ciepło.. poza tym zabrakło mi stoiska z pamiątkami, bym mogła kupić sobie torbę, koszulkę czy kubek ze spotkania.

    OdpowiedzUsuń

Blog Archive