Sztuka nowoczesna jako gadżet

wtorek, grudnia 20, 2016


Jestem gadżeciarą. Mam to po mamie. W naszym przypadku jednym z takich gadżetów, które mogłybyśmy kupować namiętnie są kubki. Nie wiem, czy też tak macie, ale ja mam swoje ulubione kubki do herbaty, inne ulubione do kawy, jeszcze inne do takiej małej, szybkiej kawy rano. Ale od jakiegoś czasu postanowiłam, że jeżeli mam mieć swoją kolekcję to chcę, żeby były w niej tylko takie wyjątkowe, które mają ciekawy design, wzór, albo kojarzą mi się z jakimś wydarzeniem.

Drugą moją słabością w tego typu gadżetach jest sztuka współczesna i nie tylko. To zamiłowanie, którego nabawiłam się jeszcze na studiach. Miałam wtedy praktyki w gdańskim Centralnym Muzeum Morskim, które były naprawdę niesamowite. Kilka dni, które wtedy spędziłam w Dziale Malarstwa Marynistycznego pozwoliły mi spojrzeć na malarstwo inaczej. Wierzcie mi, że malarstwo Rafała Olbińskiego w takim bezpośrednim kontakcie potrafi zaczarować. Ale mało o tym wiemy, bo przyznajcie, jak często macie okazję zwiedzać muzea czy przejść się do galerii? Mam nadzieję, że często ;)

Dlatego ogromnie cieszy mnie, kiedy coraz częściej można zobaczyć sztukę współczesną w przedmiotach użytkowych. Przecież wszyscy lubimy się otaczać pięknymi rzeczami. Nie musi to być przecież obraz na ścianie. Może być notes, kubek, apaszka, etui na telefon, a nawet zakładka do książki. Czemu nie!

Ja tym razem postawiłam na dwóch sprawdzonych towarzyszy moich czytelniczych wieczorów. W ramach wyrabiania w sobie dobrych nawyków, codziennie wieczorem, staram się poświęcić na czytanie chociaż pół godziny. Wiecie, ciepła kołderka, fajna lektura i kubek ciepłej herbaty. I to kubek nie byle jaki, bo taki w pięknych błękitach z fragmentem obrazu Edwarda Dwurnika. To kolejny artysta, do którego mam słabość. To chyba te kolory powodują, że nie umiem od nich oderwać wzroku. Swoją drogą już było na niego paru chętnych. Oprócz samego obrazu podoba mi się nim dbałość o szczegóły. Takie rzeczy jak fragment obrazu na dnie, błękitny brzeg czy niebieski pasek na uchu dodają mu uroku. Drugim towarzyszem jest zakładka do książki, tym razem z fragmentem obrazu wspomnianego już wcześniej Rafała Olbińskiego. To jest ta słabość, która nie mija mi od lat. Świetny patent to fakt, że jest ona magnetyczna i nie wypada przypadkowo z książki, tylko trzyma się na zaznaczonej stronie. Na nią znowu czai się mój mąż, więc pewnie sprawię mu taką na najbliższą okazję.

Te i wiele innych gadżetów w pięknym współczesnym malarstwem możecie znaleźć na stronie DESA Modern, która specjalizuje się w tworzeniu takich przedmiotów. Znajdziecie tam wiele pomysłów na nietuzinkowe prezenty. A co jeszcze warte uwagi, to fakt, że każdy przedmiot wypuszczony jest w limitowanej liczbie egzemplarzy i dodatkowo jest ładnie zapakowany w dedykowane do niego opakowanie. Myślę, że do dodaje mu wyjątkowości i jednocześnie rozwiązuje problem pakowanie. Wystarczy tylko piękna kokarda.

A jak Wam podobają się takie gadżety?






Przeczytaj też

1 komentarze

Blog Archive