Moja "różowa" historia

czwartek, lipca 27, 2017


Ja i różowy to burzliwa historia.
Tak, wiem, mam różowe włosy!

Ale wydaje mi się, że do wszystkiego trzeba dorosnąć. W moim przypadku to właśnie różowy. Zastanawiałam się ostatnio, czy miałam w dzieciństwie jakieś różowe ubrania. Pamiętam tylko jedną sukienkę, z czasów mojej krótkiej kariery w przedszkolu. Byłam chyba jedyną królewną z krótkimi włosami, ale za to z niebieskim Mikołajem na zdjęciu (tak wiem, to był Gwiazdor, w końcu kapitalistyczny Mikołaj to zło). Zresztą oceńcie sami ;)


Potem pamiętam, że miałam takie przekonanie, że z moimi blond włosami i w różowych ciuszkach skończę jak lalka Barbie. A ja jednak wolałam siedzieć z tatą w garażu i wbijać gwoździe w deskę. Wiecie takie hobby, moje początki diy. 

Potem był okres buntu, czarny płaszcz, glany i założenie, że różowy wchodzi w grę tylko wtedy, kiedy jest czarny. Idąc tropem dziecka mechanika samochodowego, byłam prawie jak Ford w kwestii kolorów. Swoją drogą, nie wiem jak mów biedny tata, który lubi kiedy dziewczynka wygląda jak dziewczynka, a nie pomiot szatana, to przetrwał, ale jestem mu mega wdzięczna za cierpliwość. 

Na studiach było już lepiej. Zaczęłam zaprzyjaźniać się z "wrogiem". Powoli i metodycznie. Ale wtedy miałam ciemne włosy, więc teoria o lalce nie miała racji bytu. W końcu jednak nawet przy moim naturalnym kolorze włosów doszliśmy do porozumienia. Miałam nawet mój ulubiony bladoróżowy sweterek z kaszmiru. Był idealny. Myślę, że miś, który go teraz nosi jest zadowolony. Nie będę pokazywać palcem, kto go wyprał w za wysokiej temperaturze (dzięki Mamo :*).

A tak na serio, to na wszystko jest czas. Na różowy też. A jak widzę takie piękne różowe rivoli Swarovskiego, w odcieniu piwonii, to nie umiem się powstrzymać. 








Przeczytaj też

0 komentarze

Blog Archive