Ulubieńcy września

by - niedziela, października 14, 2018



Cześć,
Co to był za wrzesień! Działo się dużo, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie, ale jak mówi klasy głowa do góry i działamy dalej. Czas wrócić na bloga i pomyślałam, że najlepszym sposobem będą ulubieńcy ostatnich miesięcy.

Warsztaty flatlay

Tak się zastanawiałam, od czego zacząć i myślę, że od warsztatów fotografii flatlay, które zorganizowałam właśnie we wrześniu. Pomysł powstał spontanicznie, w czasie rozmów z dziewczynami na jednej z grup, ale poszłam za ciosem i zorganizowałam spotkanie, na, którym zgłębiałyśmy tajniki właśnie tego rodzaju fotografii. Zarówno teoretycznie, jak i praktycznie. Muszę się przyznać, że spakowałam i wyniosłam z domu chyba połowę moich fotograficznych gadżetów. Myślę, że mogłybyśmy tak rozmawiać i focić godzinami, a ja ogromnie się cieszę, że miałam okazję spędzić sobotnie popołudnie w tak kreatywnym gronie.








Spotkanie Ludzi Myślących

Ostatni weekend września był tym, czego potrzebowałam od dawna. Przede wszystkim inspiracjom. Niewielka scena teatru Atelier Agnieszki Osieckiej, zero fajerwerków, zero prezentacji, a za to niesamowici ludzie i rozmowy. O czym? O edukacji, o kupowaniu followersów, o fake newsach. Wiele tematów, wiele opinii i inspirujących słów. Aż nie chciało mi się wyciągać telefonu i zaglądać do sieci. I wiecie, co, pomyślałam, a może zrobię pierwszego vloga z tego weekendu. Ale vlog nie powstał, bo wolałam po prostu chłonąć atmosferę. Ida, Kuba i Marta zrobili coś wspaniałego!
Muszę się Wam przyznać, że trochę się stresowałam, bo dostałam też zadanie od organizatorów. Miałam poprowadzić dyskusję na temat kupowania sobie audytorium i pogoni za pustymi liczbami. Wiem, że nie poszło mi tak dobrze, jakbym tego chciała, ale jestem mega dumna, że się odważyłam i spróbowałam.








Nowy gadżet

Ci z Was, którzy są tu ze mną od początku doskonale to wiedzę, a Ci, wpadli później, mogą nie znać mojej zawodowej przygody z pracą w bibliotece. A skoro biblioteka, to i książki. Uwielbiam je i często jestem zła sama na siebie, że nie mam tyle czasu na ich czytanie, ile bym chciała. Pierwsza rzecz, zatem to znalezienie codziennie, chociaż chwili na czytanie. Wieczorem, tak, co najmniej pół godziny przed snem. To zdecydowanie dobrze robi. Drugą rzecz, którą zrobiłam w tym kierunku, to w końcu zdecydowałam się spróbować korzystać z czytnika ebooków. Co prawda jestem zdecydowaną miłośniczką książek w klasycznej formie, ale noszenie ich w mojej i tak mega ciężkiej torebce (tylko kobieta to zrozumie) to czasem za dużo? I to właśnie rozmiar i waga mnie przekonały. Powiem Wam, że nie wiem, czemu podchodziłam do niego jak pies do jeża.
Pytałam Wam na Instagramie o to, czy też korzystacie z czytników e-booków i te z Was, które też korzystają z czytników, potwierdziły moje odczucia. To ogromna wygoda i zdecydowanie wpływa ilość czytanych książek.



Bardzo osobista podróż

A skoro już jesteśmy w temacie książkowym, to chciałam Wam polecić dziś książkę, która pozwoliła mi się oderwać od dość stresującej rzeczywistości ostatnich paru tygodni. A przyznam się, że wcale się nie spodziewałam, że tak będzie.
Dawno nie sięgałam po książki podróżnicze, ale opis tej mnie zaintrygował. Dlaczego? Bo ta podróż jest trochę inna. Tutaj nie tylko odwiedzamy wraz z autorem Syberię czy tropikalną Tajlandię, a w końcu Nową Zelandię. To także podróż pełna emocji, które wraz z niewielkim bagażem zabrał ze sobą autor i to one czasami są cięższe niż 2 plecaki, które ze sobą zabrał. Czytając tę książkę, tak się wkręciłam w jego świat, że zupełnie zapomniałam o swoich małych i dużych zmartwieniach. Taka w sumie podwójna podróż.




Post udostępniony przez Asia|Flatlay & Bullet Journal (@madebygigiblog)


Live’y na grupie

Z tego jestem najbardziej dumna, a byłabym bardziej, gdyby wrześniowy plan mi się trochę nie wykrzaczył. Tak czy inaczej, na mojej grupie Rękodzieło w Social Media wróciłam z poniedziałkowymi live’ami. Tym razem o nieco zmienionej godzinie, bo spotykamy się o 11.00. Nie martwcie się, jeżeli w tym momencie nie możecie być ze mną, to live zawsze zostaje na grupie. Bardzo się cieszę, że mamy okazję się spotkać i pogadać, a co najważniejsze podzielić spostrzeżeniami. Z działalnością w social media jest tak, że nie ma jednej prawidłowej drogi, są tylko wskazówki i sposoby, które warto wykorzystywać, ale każdy musi znaleźć na nie swój patent.





Może spodobają Ci się również

2 komentarze