Czego dowiedziałam się o sobie w 2018?

By madebygigi - poniedziałek, grudnia 31, 2018

Cześć,


czas na ostatni wpis w tym roku. Pisząc go siedzę z maseczką na twarzy i turbanem na świeżo umytych
włosach, a tuż obok Luna dzielnie walczy z jedną ze swoich zabawek.Od paru dni myślę o tym jak
zaplanować przyszły rok, jak będzie wyglądał blog, jak zmieni się mój Instagram, ale najpierw chyba
trzeba podsumować to co wydarzyło się w tym, kończącym się właśnie roku.  Zresztą na Instagramie
od paru dni, królują podsumowania roku w wersji Stories, a ja pomyślałam, że chcę się z Wami 
podzielić czymś więcej niż tylko paroma ładnymi obrazkami. 

Czego nauczyłam się o sobie?


Na pewno dowiedziałam się o sobie 2 rzeczy. Pierwsza z nich to, że kompletnie nie nadaje się do 
pracy w domu. Wiem, że teraz, kiedy wszyscy marzą o freelancie i pracy w domu na własnych
zasadach, będzie to niepopularna opinia, ale to po prostu nie dla mnie. Jestem zdecydowanie typem, 
który lubi towarzystwo i pracę w zespole. Owszem, czasem jeden dzień home office jest fajną 
sprawą i daje chwilę wytchnienia od biurowego gwaru. Ale na dłuższą metę działa na mnie negatywnie.
Tej jesieni miałam okazję pracować z domu przez parę miesięcy i bardzo źle się z tym czułam. 
Brakowało mi pracy zespołowej, burzy mózgów i tego, że mam z kim skonfrontować swoich myśli.

Druga rzecz jest bardziej związana z ambicjami i chęcią rozwoju. Po 3 latach pracy marketingowca, 
głównie w obszarze social media wiem co mnie kręci najbardziej. Mam już za sobą ten czas, kiedy
głównym moim zajęciem było wymyślanie tematów do postów i tym podobne zajęcia. Nie zrozumcie
mnie źle, nie ma w tej pracy nic złego. Zresztą tworzenie angażującej komunikacji dla marek nie jest
prostym zajęciem. Ale to co sprawia mi największą frajdę to budowanie strategii komunikacji i mam
nadzieję, że kolejne moje działania zawodowe będą szły w tym właśnie kierunku. Miałam to szczęście,
że na początku mojej marketingowej przygody miałam świetnego nauczyciela, który zaraził mnie
właśnie tą częścią marketingu. 



Uwielbiam dzielić się wiedzą


W sumie to nie powinno być dla mnie nic nowego, jeszcze za czasów mojej przygody związanej z 
pracą w bibliotece miałam okazję częściej prowadzić warsztaty czy szkolenia. W ostatnich latach nie 
miałam aż tylu okazji, ale w tym roku było ich znacznie więcej. Zarówno tu w Trójmieście, jak i w samej
stolicy. Myślę, że to jest coś, co będę chciała kontynuować w najbliższym roku w szerszym zakresie.

Dużą częścią tego były też transmisje live, które prowadziłam dla niesamowitych dziewczyn w mojej
grupie. Bardzo z tego miejsca dziękuję wszystkim, którzy brali w nich udział. To najlepsza rzecz na 
świecie, kiedy można pogadać i wymienić się spostrzeżeniami, a to wszystko z najróżniejszych 
miejsc w Polsce i nie tylko.



Bullet Journaling


Na Instagramie już Wam pisałam o tym, że w 2019 roku nie będę prowadzić bullet journala. Mam już 
piękny, nowy kalendarz, ale taki który ma w sobie sporo z bujo. Czemu? Prowadziłam bujo przez cały
 rok i sprawiło mi to wiele frajdy, zwłaszcza wymyślanie motywu przewodniego na kolejny miesiąc. 
Ale przyniosło też sporo frustracji jeśli chodzi o to, że często brakowało mi czasu na przygotowanie 
sobie rozpisek kolejnych tygodni i przez to planowanie było trudniejsze i takie trochę na kolanie. Ale
zdecydowanie pokochałam tą metodę i będę chciała przemycać jego elementy nadal w moim 
kalendarzu. Czy się uda? Na pewno dam Wam znać.

Brałam sobie za dużo na głowę


Jestem chyba mistrzynią brania zbyt wielu obowiązków na siebie. Czemu? Nie wiem, może dlatego, 
że zawsze mam tyle pomysłów w głowie i chciałabym je wszystkie zrealizować, a potem okazuje się,
że doba ma tylko 24 h i nie da się ominąć spania. W efekcie zamiast zrobić dużo, zrobiłam niewiele z 
tego co zaplanowałam. To dla mnie dobra lekcja, czas w końcu zabrać się za porządne, a przede 
wszystkim rozsądne planowanie. To na pewno będzie mój challenge na nowy rok. 

Najważniejsze teksty


W tym roku były takie dwa. Pierwszy z nich to mój mały plus size’owy coming out. Wiem, że nie jes
t to coś odkrywczego, ale bardzo chciałam się z Wami podzielić moją historią i totalnie zaskoczył 
mnie Wasz pozytywny odbiór. Drugi post pojawił się na Instagramie i dotyczył hejtu, bo chyba inaczej
tego nie można nazwać. Cieszę się, że coraz więcej mówi się o tym, że takie zachowania są 
niefajne i nie chcemy ich tolerować. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie o tym jeszcze głośniej.
Wiecie, można nie lubić Sexmasterki, ale ona pozwała hejtera, który posunął się za daleko i wygrała. 
To, że siedzimy po drugiej stronie ekranu i czujemy się anonimowo nie sprawia, że mamy prawo 
obrażać czy poniżać innych.





Wczorajszy wpis @inuinka zainspirował mnie do napisania tego posta. Pamiętam jak kiedyś, chłopak z którym spotkałam się ledwo kilka razy powiedział mi, że mam grube palce i generalnie on nie lubi takich dziewczyn. Muszę Wam przyznać, że jakoś się wtedy nie przejęłam i w sumie o tym zapomniałam. Jakiś czas temu, w ramach moich fotograficznych eksperymentów zaczęłam pokazywać na zdjęciach moje ręce i się zaczęło. Dotarły do mnie opinie, że w sumie to nie powinnam pokazywać rąk na zdjęciach, bo nie są najszczuplejsze i przez to nie są fotogeniczne. Wiecie co? Tak, zdaje sobie sprawę, że do modelki dłoni mi daleko, ale do niej nie aspiruje. To zabawy z fotografią i myślę, że warto mieć do tego trochę dystansu. Naprawdę wszystkie musimy być takie same, idealne? #bodypositive #bodypositivity #kochajsiebie #bodyposi #plusisequal #loveyourself #loveyourlife #loveyourbody #selfconfidence #plussize #flatlaypoland #flatlaystyle #flatlaysquad #kobietarakieta
Post udostępniony przez Asia|Flatlay Lover (@madebygigiblog)



Nowy domownik


W październiku pojawił się w naszym domu nowy członek rodziny - Luna. Kundelek, który ma w sobie
 sporo z jamnika i nie mówię tu tylko o długim nosie, ale także o charakterze. O Lunie i jej historii 
opowiem Wam już niedługo, bo myślę, że warto mówić głośno o takich przypadkach. Ale to 
niesamowite jak wiele pozytywnej energii ma w sobie ta mała psina. Podbiła już serca wszystkich w 
rodzinie.


Ach ten Instagram


No nie mogę w tym podsumowaniu pominąć Instagrama, bo tam w końcu publikuję najczęście. 
Myślę, ze swoimi dynamicznymi zmianami przysporzył nam wszystkim niemało frustracji i zaskoczeń. 
Wiele się zmieniło i cały czas borykamy się z upierdliwymi botami, ale mam mocną nadzieję, że 
Instagramowi uda się w końcu zapanować nad nieuczciwymi praktykami. Na pewno czeka nas sporo 
kolejnych zmian niespodzianek. Zresztą część z Was miała okazję się przekonać niedawno, że mają 
jeszcze w zanadrzu niejedną niespodziankę. Moja rada na te wszystkie bolączki to przede wszystkim 
dystans i tworzenie ciekawych treści. Szczerość jest coraz bardziej w cenie, a lewe sztuczki prędzej
czy później wyjdą na jaw. 

Znalazłam sposób, żeby więcej czytać


Miałam w tym roku takie poczucie, że czytam za mało. Rośnie mój stosik książek, które chcę przeczytać, 
ale czasu na to ciągle za mało. Z czego to wynikało? Na pewno z tego, co pisałam Wam już wcześniej, 
czyli brania na siebie zbyt wielu obowiązków, ale także z innego, bardziej przyziemnego powodu. Książki 
ważą swoje. Ja codziennie do pracy dojeżdżam komunikacją miejską, często mam ze sobą komputer. 
Moja torebka też nie jest z tych małych więc kolejny klocek do tej układanki to było za dużo. I wtedy 
zaczęłam myśleć, że może jednak czytnik byłby dobrym rozwiązaniem. Bardzo długo miałam wrażenie, 
że to nie dla mnie. W końcu wolę jednak papierowe książki i nienawidzę czytać z monitora. Ale zaczęłam 
się przyglądać współpasażerom w autobusie i zauważyłam, że wielu z nich korzysta z czytników, a one 
są małe i zgrabne, więc nie ważą tyle co książka. No to spróbowałam i kompletnie nie żałuje. Codziennie 
spędzam w sumie godzinę w drodzę do i z pracy. To jest mój czas na czytanie. Do tego staram się czytać 
jeszcze co najmniej pół godziny przed snem, żeby odpocząć od powiadomień i migającego ekranu. I wiecie
co, nagle okazało się, że połykam jedną książkę za drugą. Uwielbiam to. 



A jaki był poza tym ten rok?


To pierwszy pełny rok naszego mieszkania w Gdyni i ogromnie się cieszę, że zdecydowaliśmy się tu
przeprowadzić. Było też sporo stresów i nerwów, zwłaszcza w drugiej połowie roku, co na pewno
zauważyliście, bo było mnie tu na blogu zdecydowanie mniej. Ale przyznam szczerze, że stres tak
mnie zjadał, że nie miałam kompletnie głowy do tego, żeby napisać Wam coś sensownego.


Jaki będzie 2019?


Jeszcze nie wiem, w głowie mam mnóstwo planów, które dopiero porządkuję i układam, tak aby miały
 sens. Ale pracuje od jakiegoś czasu na większym projektem, ale myślę, że o nim usłyszycie dopiero 
przed wakacjami.

Do zobaczenia w nowym roku!


  • Podziel się:

Możesz przeczytać także te posty

3 komentarzy