Historia Luny, czyli pies znaleziony w lesie

By madebygigi - wtorek, stycznia 22, 2019



Cześć!

W podsumowaniu minionego wspomniałam, że powstanie post o tym jak trafiła do nas Luna. Nie jest to co prawda historia pełna niesamowitych przygód i niespodziewanych zwrotów akcji, chociaż dla nas była totalną niespodzianką.

To była chyba sobota. Ja ogarniałam mieszkanie, a Sławek poszedł ze Stefanem na spacer do lasu. Koniec października był w tym roku piękny i ciepły, więc idealny czas na hasanie po leśnych ścieżkach. Nie było ich dość długo, ale kiedy wrócili okazało się, że jest z nimi ktoś jeszcze.

Mała, czarno-ruda przerażona psina wyglądała nieśmiało zza pazuchy Sławka i trzęsła się ze strachu. Przyznam szczerze, że takiego gościa się nie spodziewałam. Szczeniak głodny, umorusany, śmierdzący jakąś kotłownią i zapchlony, ale przyjazny i z pozytywnym nastawieniem. Skąd się wziął? Mówiąc najprościej - z kartonu, który ktoś zostawił w lesie. Tak, właśnie. Ktoś pomyślał, że wyrzucenie szczeniaka w kartonie, gdzieś w lesie najlepszym sposobem na pozbycie się problemu (a jakieś 10 minut samochodem od miejsca, gdzie mała została znaleziona jest schronisko).








Pierwszy odruch to umyć, nakarmić i po prostu przytulić malucha. Obejrzeć, czy nie ma jakiś ran. Sama nie wiem tak naprawdę czego wtedy szukałam, ale chciałam sprawdzić czy wszystko jest ok. Potem padło pytanie co dalej? Odwieźć ją do schroniska? Nie musieliśmy się zastanawiać długo, żeby dojść do wniosku, że zostanie w nami.

Potem wizyta u weterynarza, badania i okazało się, że poza wzdętego brzuszka i podejrzenia pasożytów wszystko jest ok. Na oko mała miała wtedy 3 miesiące. Potem seria szczepień i regularne wizyty. Luna miała szczęście, że została znaleziona. Nie chcę nawet myśleć, co by się mogło stać, gdyby moje chłopaki jej nie znaleźli. Czasem się zastanawiam, czy była w tym kartonie sama, czy może piesków było więcej, ale nie znaleźliśmy w tym miejscu nikogo więcej.

Teraz Luna ma prawie 6 miesięcy i jest niewielkim, mającym coś z jamnika, radosnym pieskiem. Cieszy się na widok każdego człowieka i każdego psa. Oczywiście też rozrabia, jak to szczeniak w tym wieku. Ale cieszę się, że jest z nami.



Przesłanie

Chciałam Wam opowiedzieć tą historię, bo trzeba głośno mówić o takich sytuacjach i uświadamiać ludzi, że posiadanie zwierząt to nie tylko miłe chwile i przytulanie się do naszego pupila na kanapie. W czasie kiedy znaleźliśmy Lunę, kilkanaście kilometrów od nas ktoś wyrzucił szczeniaka w worku przy przystanku autobusowym. A spotkani na jednym ze spacerów Państwo opowiedzieli mi, że znaleźli w naszej okolicy 2 inne porzucone psy, które odwieźli do schroniska, bo nie mogli się sami nimi zająć. A to tylko parę przypadków z mojej okolicy z końca października.

Odpowiedzialność za psa czy kota, także tresura, uczenie czystości, które czasem bywa trudne. To także opieka nad staruszkiem, albo psem który poważnie zachorował.

To także świadome panowanie nad tym, czy nasze kochane futrzaki będą miały małe. Nasz Stefan został wysterylizowany jeszcze w schronisku. Luna przejdzie zabieg po pierwszej cieczce. Oba psiaki są też oczipowane w razie, gdyby zdarzyło im się poczuć wiatr w żaglach (chyba bardziej uszach).

Wiem, że w życiu różnie bywa. Czasem nie wszystko układa się tak jak byśmy tego chcieli, ale nigdy nie jest to powód do tego żeby wyrzucać psa czy kota. Można spróbować znaleźć mu nowy dom, albo po prostu odprowadzić do schroniska. W Trójmiejście mamy takie 3. Z czego z naszej okolicy do 2 z nich jest jakieś 10 minut drogi samochodem. Nie trzeba skazywać zwierzaków na niepewny los, głod czy inne straszne rzeczy, które mogą się wydarzyć.

  • Podziel się:

Możesz przeczytać także te posty

5 komentarzy

  1. Bardzo przykro czyta się takie historie. Sami z rodzicami przygarnęliśmy psinę, która miała bardzo ciężko w życiu, a wystarczyło trochę troski i dobrzy ludzie, by odpłaciła się miłością i oddaniem. Nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt (szczęśliwa posiadaczka kota i trzech psów), a tym bardziej zostawienia ich na pastwę losu w lesie czy też przy jakiejś drodze.
    Ludzie powinni mieć świadomości obowiązku jaki na nich ciąży i kary, jaką mogą dostać za jego zaniedbanie.
    Gratuluję postawy, a dla Luny życzę bardzo wiele psich szczęśliwych lat z ludźmi, którzy ją kochają.

    https://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny piesek. Smutna historia :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekny.
    mój tata kiedyś tez znalazł psa

    OdpowiedzUsuń
  4. Niektorzy Ludzie to największe bestie

    OdpowiedzUsuń